Borna zabraliśmy ze schroniska w trybie pilnym ze względu Kilka słów wyjaśnienia o Bornie. Borna zabraliśmy ze schroniska w trybie pilnym ze względu na stan psa i warunki w jakich przebywał.
Zanim zdecydujesz się na zabranie psa lub kota, musisz zapoznać się z prawem panującym u naszych zachodnich sąsiadów oraz dopełnić przedwyjazdowych formalności. Nie wiesz jak się do tego zabrać? A może myślisz o adopcji czworonoga? W tym krótkim poradniku zamieszczamy najważniejsze informacje. Warto się z nimi zapoznać. Fot. Przed wyjazdem Należy wyrobić paszport. Dokument ten wystawia lekarz weterynarii, po przeprowadzeniu badań zwierzęcia. Aby wyrobić ww dokument konieczne jest oznakowanie pupila. Zazwyczaj jest to chip który aplikuje się pod skórę w okolicy szyi. Dzięki temu w razie ucieczki lub kradzieży możliwa jest identyfikacja zwierzaka. Drugim bardzo ważnym punktem jest szczepienie przeciw wściekliżnie… bez tego nasz czworonożny przyjaciel nie może przekroczyć granicy Państwa. Obowiązuje również kwarantanna poszczepienna (3 tygodnie). Podejmując decyzję o wyjeździe z pupilem, musimy zapoznać się z umowami najmu mieszkania. Co prawda nasi zachodni sąsiedzi traktują zwierzęta jak członków rodziny, ale nie wszyscy zarządcy budynków wyrażają zgodę na posiadanie zwierząt w mieszkaniu. Gdy już walizki są spakowane, nie zapomnijmy o tym, by nasz pupil był bezpieczny w czasie podróży. Na terenie Niemiec istnieje obowiązek zabezpieczenia zwierzęcia, aby te nie mogło przemieszczać się po kabinie samochodu. Może być to transporter lub klatka zamontowana w bagażniku,w przypadku wiekszych gabarytów. Istnieją również specjalne dopinki do pasów samochodowych. Jest to bardzo ważny element wspólnej podrózy, gdyż podczas wypadku niezabezpieczone zwierzę może nam uciec lub wypaść przed przednią szybę. Po przyjeżdzie Jeśli już szczęsliwie udało się nam dojechać do Niemiec, nie zapomnijmy, że również tutaj spoczywają na nas pewne obowiązki dotyczące posiadania zwierzęcia. Psiaki przebywające na terenie Niemiec muszą być zameldowane. W tym celu należy udać się do odpowiedniego urzędu (Rathaus, Burgeramt – zależnie od miasta), tam zostaje nadany numer Steuer dla psiaka. Podatek od posiadania psa jest w Niemczech obowiązkowy i wynosi od ok. 50 euro do 150 euro w zależności od wewnętrznych rozporządzeń miasta. W niektórych landach obowiązkowe jest także ubezpieczenie od szkód (haftpflichtversicherung), można je wykupić przez internet np. na check24 (koszt ok 40 euro rocznie). Po około 2 tygodniach od czasu zgłoszenia psa, na nasz adres domowy przychodzi zawieszka z numerem. Należy ją przypiąć do obroży lub smyczy w widocznym miejscu. Pamiętajmy również o zgłoszeniu posiadania zwierzęcia w naszej spółdzielni mieszkaniowej. Rasy uznawane za niebezpieczne W Niemczech funkcjonuje lista ras uznawanych za grożne. W zależności od landu w skład listy wchodzą różne rasy, takie jak np: American Bulldog American Staffordshier Terrier Bullmastiff Bullterrier Cane Corso Dobermann Dogo Argentino Tosa Inu Podatek od takiego psa wynosi od 600 do nawet 1000 euro rocznie. Ponadto zarówno psiak jak i opiekun muszą przejść odpowiednie testy. Dodatkowo opiekun musi wyrobić pozwolenie (Hundefuhrerschein) dotyczy to również osób, które posiadają psiaka mierzącego powyżej 40 cm w kłębie. Psy z listy Kampfhunde można posiadać tylko i wyłącznie wtedy, gdy zostały zakupione na terenie Niemiec w legalnej hodowlii. W przypadku złamania prawa i sprowadzenia pupila z tej listy do RFN grozi nam wysoka grzywna (nawet 5 tys. euro). Ponadto pies zostaje odebrany opiekunowi i umieszczony w schronisku a w najgorszym wypadku nawet poddany eutanazji. Sprawdzajmy dokładnie listę, aby nie zafundować sobie problemów, a naszemu pupilowi pobytu w schronisku. A może adopcja? Mieszkasz w Niemczech, bardzo chciałbyś pupila, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać? Z pomocą przychodzą polskie wolontariuszki mieszkające w Niemczech, które pomagają w adopcji psów i kotów z polskich schronisk. Od jesieni zeszłego roku działa grupa Polnische Hunde und Katzen suche ein Zuhause, za pośrednictwem której można z pomocą dziewczyn adoptować polskiego bezdomniaczka. Nasze schroniska są przepełnione, psiaki bardzo często umierają w samotnosci, na zimnym betonie schroniskowego kojca. Niektóre z nich nigdy nie miały własnej miski, legowiska ani człowieka, który pokocha na zawsze. Więc, jeśli macie serce i ciepły kąt w swoim domu, wolontariuszki zachęcają do adopcji. Działaczki mają na swoim koncie już ponad 30 udanych adopcji co oznacza, że już ponad 30 psich i kocich serduszek zostało uratowanych. I Ty możesz dołączyć do szczęśliwych opiekunów polskich bezdomniaków. Angelika Magdalena Pisarska Grupa Polnische Hunde und Katzen suche ein Zuhause Niemcy: Pomagają znaleźć dom psom i kotom z polskich schronisk Schroniska & adopcje ; Sterylizacja psa w schronisku Sterylizacja psa w schronisku. By grazia60 May 14, 2013 in Schroniska & adopcje. Share Mieszkańcy bloków przy ul. Batalionów Chłopskich, zaniepokojeni stanem zdrowia bezpańskiego kundelka, zaalarmowali wczoraj służby miejskie. Pies od kilku dni leżał w pobliżu jednego z bloków i nie chciał bloków przy ul. Batalionów Chłopskich, zaniepokojeni stanem zdrowia bezpańskiego kundelka, zaalarmowali wczoraj służby miejskie. Pies od kilku dni leżał w pobliżu jednego z bloków i nie chciał jeść. Pracownicy schroniska dla zwierząt zabrali chorego psa do schroniska. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Cztery ŁAPY - Żychlin: Dziś odebraliśmy psiaka, który został zgłoszony do straży miejskiej w sobotę i miał jechać do schroniska.
Chory, zaniedbany, na zaledwie półmetrowym łańcuchu - takiego psa w jednym z gospodarstw pod Gniewem zastali starogardzcy Animalsi. Jak informuje schronisko w Starogardzie, zwierzę dochodzi do siebie. Stwierdzono u niego nużycę. Czeka go długie leczenie. - Pyszczek jest psiakiem w typie owczarka, którego ściągnęliśmy z półmetrowego łańcucha - mówi Aleksandra Pawlak, kierownik Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Starogardzie. - Głowa była uwiązana praktycznie przy ziemi. Pies jest bardzo wychudzony, zaniedbany. Stwierdzono u niego nużycę. Psina ma chory pysk, uszy i szyję. Tutaj ma najwięcej strupów. Nie jest to choroba, która rozwija się z dnia na dzień, trzeba długotrwałego zaniedbywania, by doprowadzić do stanu, w jakim jest Pyszczek. Obecnie z psem jest już lepiej, ale czeka go długie leczenie. Schronisko w Starogardzie: Można pomóc psuPyszczek miał pilnować gospodarstwa. Jego właściciel "zadbał" więc o odpowiedni łańcuch. Był on gruby i ciężki. Pies dostawał jedzenie, ale i tak bardzo cierpiał. Pazury miał wrośnięte w opuszki, które dodatkowo są przerośnięte. To sprawia psu ból przy poruszaniu. Na szczęście jest dość młody, ma około 3 lat i teraz jest pod fachową które przejęły się losem psa i chciałyby przekazać darowiznę na jego leczenie, mogą to zrobić poprzez wpłatę na konto schroniska w Starogardzie - Bank PKO BP: 20 1020 1909 0000 3202 0038 1053 z dopiskiem "dla Pyszczka". Więcej o psie oraz apel powiatowego lekarza weterynarii przeczytasz w piątkowym "Dzienniku Kociewskim"Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera Oddała psy do schroniska, a teraz musi się tłumaczyć. Emocje wokół decyzji Joanny Scheuring-Wielgus . Dyrektorka schroniska w Olsztynie mówi nam, że posłanka pokazała hipokryzję. Adopcja psa ze schroniska to jedna z najlepszych rzeczy, jakie może zrobić w życiu człowiek. Jednak podejmując tę decyzję nie należy się kierować wyłącznie romantycznymi przesłankami. Bezdomny pies najprawdopodobniej wiele już przeszedł i ostatnim, czego potrzebuje, jest ponowne zawiedzenie jego zaufania. Dlatego schroniska dla zwierząt mają bardzo rygorystyczne zasady, z których wiele osób zainteresowanych adopcją po prostu nie zdaje sobie sprawy. Oto 5 rzeczy, o których musisz wiedzieć, zanim przygarniesz psa ze schroniska. Schronisko nie wyda Ci psa na żądanie – to nie sklep ani hodowla! Do schroniska trzeba najpierw przyjść, następnie porozmawiać z wolontariuszami i osobą decyzyjną, która przed wydaniem zgody na przekazanie wybranego psa, przeprowadzi szczegółowy wywiad z zainteresowanym. Zdarza się, że schroniska odmawiają oddania psa, ponieważ pracownicy mają poważne obiekcje, co do dojrzałości emocjonalnej potencjalnego właściciela lub jego warunków lokalowych. Niektóre psy nie są gotowe, aby od razu zamieszkać w nowym domu – każdy pies mieszkający w schronisku to inna historia. Niektóre zwierzaki miały naprawdę ciężkie życie i trudno jest im zaufać człowiekowi. Dlatego jeśli wpadnie Ci w oko taka wystraszona istota, schronisko zaproponuje Ci najpierw kilkakrotne odwiedziny, zabranie psa na spacer po okolicy i krótkie zabawy. Dopiero wtedy, gdy pies wyraźnie Cię zaakceptuje, będziesz mógł zabrać go do domu. Psy ze schroniska mają różne charaktery – dlatego niezbędne jest przeprowadzenie wspomnianego wywiadu z kandydatem na właściciela. Pracownicy schroniska mogą być nieco wścibscy, ale taka jest ich rola. Liczą się wszystkie szczegóły: metraż mieszkania, tryb życia domowników, obecność dzieci i innych zwierząt. Dzięki tym informacjom wolontariusze są w stanie dobrać psa idealnie odpowiadającego potrzebom kandydata, choć nigdy nie ma co do tego 100% pewności. Przygarniając psa podpisujesz umowę adopcyjną - a umów należy dotrzymywać, prawda? Podpisując ten dokument zobowiązujesz się do tego, że nie porzucisz psa, bez względu na to, co się wydarzy w przyszłości. Deklarujesz również znajomość historii czworonoga i akceptację dla jego ewentualnych „defektów”. Pisząc brzydko i obrazowo: chodzi o to, aby właściciel nie składał później „reklamacji”, jeśli pies jednak nie przypadnie mu do gustu. Za psa wypada „zapłacić” - żadne schronisko nie ma cennika psów i kotów, ale zwyczajowo przyjmuje się, że nowy właściciel powinien choć w części pokryć koszt dotychczasowej opieki nad zwierzakiem. Średnia stawka wynosi około złotówkę dziennie. Jeśli nie masz pieniędzy, to schronisko chętnie przyjmie np. karmę czy ciepłe koce. Ta wiedza może Ci pomóc w ostatecznym podjęciu decyzji o tym, czy jednak zaadoptujesz psa ze schroniska. Najważniejsze jest zdawanie sobie sprawy z konsekwencji takiego kroku – i to zarówno dla człowieka, jak i dla psa. Zgłoś swój pomysł na artykuł
Dokładnie mam taką samą sytuację.Biorąc dorosłęgo psa ze schroniska trzeba przygotować się do dłuższej pracy i pomocy behawioristy.I to nie miesiąc i nie rok,a może i dłużej.Tęż było i pogryzienie,i agresja lękowa i lęk separacyjny i chwile zwątpienia.Tylko,ze na psa ze schroniska zdecydowałam się po nieudanym zakupie

Psy ze schroniska, koty ze schroniska — kto zdobył się na adopcję zwierzęcia z takiego miejsca, wie, że pupil po przejściach może okazać się wspaniałym przyjacielem. Dzięki różnym akcjom uświadamiającym coraz więcej osób decyduje się na psy ze schroniska. To dobrze, bo w ten sposób nie dość, że robimy coś dobrego i dajemy zwierzęciu dom, to posiadanie psa lub kota ze schroniska ma wiele zalet. Psy ze schroniska to często zwierzęta, które sporo w życiu przeszły. Rzadko są rasowe, mogą mieć problemy ze zdrowiem lub nie znać podstawowych komend, jak ”siad” czy do ”nogi”. Nie zawsze są łatwe do ułożenia. Osoby kierujące schroniskami o tym wiedzą i nierzadko robią, co mogą, żeby choć część swoich podopiecznych jak najlepiej przygotować do ewentualnej adopcji. Nad zwierzętami czuwają także wolontariusze. Nie tylko wyprowadzają je na spacer i pomagają w utrzymaniu czystych klatek, ale także publikują zdjęcia psów i kotów w mediach społecznościowych, by zachęcić do ich przygarnięcia. 1. Wystarczy odrobina chęci, by adoptować zwierzakaJak adoptować psa ze schroniska? Zwierzę ze schroniska powinniśmy adoptować tylko wtedy, gdy będziemy na to gotowi. Decyzja ta musi być przemyślana i odpowiedzialna. Psy ze schroniska, choć zwykle okazują się wspaniałymi kompanami, często wymagają większych nakładów finansowych i cierpliwości niż zwierzęta, które od zawsze mają swój dom. Wiele osób uważa, że skoro schroniska pękają w szwach, to potencjalnych właścicieli zwierzęcia nie powinno się zniechęcać dodatkowymi procedurami adopcyjnymi. Rzeczywiście, dziś adopcja psa czy kota z przytułku trwa z formalnego punktu widzenia nieco dłużej niż kiedyś, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Niestety, wciąż zdarzają się nieodpowiedzialni właściciele, którzy niedługo po adopcji psa zaniedbują swojego pupila, a nawet go porzucają! Procedury adopcyjne mają uchronić biedne stworzenie przed ewentualnym nieodpowiedzialnym zachowaniem przyszłego właściciela. W zależności od schroniska zasady te mogą się od siebie nieco różnić. 2. Masz czas na poznanie pupilaNajpierw następuje pierwsze widzenie ze zwierzakiem, może być to np. krótki spacer. Czasem takich spotkań jest kilka. To czas, kiedy można poznać swojego pupila, zapytać o jego przeszłość, zdrowie i wiek. Dziś wolontariusze znają swoich podopiecznych na tyle dobrze, że z pewnością będą znali odpowiedź na większość twoich pytań. Przy adopcji podpiszesz też formularz zobowiązujący do zapewnienia zwierzakowi opieki weterynarza i godnych warunków do życia. W formularzu powinien znajdować się też punkt, w którym zobowiązujemy się do zwrócenia zwierzaka do schroniska, jeśli nie będziemy mogli się już nim zajmować. 3. Adopcja psa nie kosztuje wiele Ile kosztuje adopcja psa ze schroniska? Czy psy ze schroniska są za darmo? W społeczeństwie wciąż funkcjonuje przekonanie, że procedura adopcji psa ze schroniska nic nie kosztuje. Prawda jest taka, że często kosztuje, ale… właśnie, prawie tyle, co nic. Opłata adopcyjna zwykle waha się od 20 do 200 złotych. To znacznie mniej niż musielibyśmy zapłacić za szczenię w jakiejkolwiek hodowli. Dokładna cena adoptowanego czworonoga zależy od placówki, wielkości psa, jego wieku lub innych czynników. W każdym razie nie są to duże pieniądze, a przecież mamy zyskać przyjaciela na całe życie. Dzięki wzrostowi świadomości społecznej i temu, że coraz więcej osób rozważa adopcję zwierzaka, psy ze schroniska są do niej lepiej przygotowywane niż kiedyś. 4. Psy ze schroniska wiele umiejąNie jest to oczywiście zasadą, ale dzięki zaangażowaniu wolontariuszy, którym zależy na tym, by psiaki jak najszybciej znalazły szczęśliwy dom, zwierzęta ze schroniska są uczone wielu rzeczy. Psy uczą się chodzić na smyczy, poznają podstawowe komendy i co najważniejsze — są oswajane z ludźmi, jeśli tego potrzebują. Oczywiście nie zwalnia to przyszłych właścicieli z wychowywania adoptowanych zwierząt. Może to jednak ułatwić relację psa i potencjalnego właściwie, a w rezultacie przyspieszyć adopcję. Nawet skrzywdzone i nieufne zwierzę bardzo często da się ułożyć i oswoić, jeśli postanowimy nad nim trochę popracować. 5. Psy ze schroniska są bardziej wdzięczne Wiele osób jest zdania, że psy ze schroniska są najwierniejszymi kompanami. Choć trudno potwierdzić tę tezę w sposób naukowy, to ilość osób, która znalazła w zwierzęciu ze schroniska zaufanego przyjaciela, mówi sama za siebie. W końcu nic w tym dziwnego, że zwierzę, które przez wiele czasu nie miało prawdziwego domu, jest bardziej wdzięczne niż pupil, który całe życie dorastał w dobrych warunkach. Kto jest właścicielem psa ze schroniska, wie, jak wiele miłości potrafi okazać adoptowane zwierzę. 6. Psy ze schroniska często są zaszczepione Nie jest to regułą, ale istnieje duża szansa, że psiak, na którego adopcję się zdecydujemy, ma już potrzebne szczepienia, np. przeciwko wściekliźnie i chorobom zakaźnym. W sprawnie zarządzanych schroniskach zwierzę przechodzi nawet całą odprawę weterynaryjną, gdzie określana jest jego kondycja i wiek (jeśli był nieznany). To prawda, że zwierzęta ze schroniska często trafiają tam w różnym stanie i nierzadko mają problemy ze zdrowiem, jednak kwestia odrobaczenia i szczepień często rozwiązywana jest na miejscu, przed adopcją. 7. Psy ze schroniska często są wysterylizowane/kastrowaneSterylizacja/kastracja psa to dość kosztowny i często konieczny zabieg. Na szczęście w wielu schroniskach zwierzęta sterylizuje się na miejscu. W przeciwnym razie jest duże prawdopodobieństwo, że w formularzu adopcyjnym będziemy musieli się pisemnie zobowiązać do zapewnienia pupilowi tego zabiegu na nasz koszt. 8. Wychowywanie psa ze schroniska może przynieść wiele satysfakcji Może wydawać się, że wychowanie psa ze schroniska wiąże się z ciężką pracą, bo przecież nie zawsze adoptujemy ze schroniska szczeniaka, którego zachowanie możemy kształtować niemal od zera. Nie znaczy to jednak, że nie powinniśmy próbować, bo nawet najstarszy czworonóg potraf bardzo się zmienić, gdy w końcu znajdzie własny dom. Jak opiekować się psem ze schroniska? Przede wszystkim — daj mu czas. Twój nowy przyjaciel może mieć za sobą wiele trudnych chwil i traumatycznych przeżyć. Sam pobyt w schronisku mógł być dla niego bardzo stresujący. Chociaż internet jest pełen filmów, gdzie zaadoptowany pies jest radosny i ufny od pierwszego momentu spotkania ze swoim nowym właścicielem, pamiętajmy, że bywa różnie. Nie ma niczego dziwnego w tym, że zwierzę będzie czuło się nieco zagubione i zdezorientowane na samym początku. Nagradzaj psa, gdy przychodzi na zaufanie, mów do niego łagodnym, spokojny tonem, zadbaj o rytuały, które pomogą mu ”wejść w rytm”. 9. Możesz odmienić życie starszego psa Schroniska pękają w szwach. Przebywa w nich także wiele starszych psów, mających 10 lat i więcej. To przykre, ale niestety prawdą jest, że im starszy jest pies, tym mniejszą ma szansę na adopcję. Historie takich zwierząt są różne i często bardzo smutne. Stary pies może trafić do schroniska np. przez śmierć właściciela, zgubić się i przez to utracić wieloletni dom albo przeciwnie — od lat szczenięcych przebywać w schronisku i nie znać innego życia. Jak wychować psa ze schroniska, który ma już swoje lata? Bądź cierpliwy i wyrozumiały, jeśli okaże się, że psi staruszek jest wystraszony i czuje się niepewnie. Nie oczekuj od niego sprawności i kondycji młodego psiaka, ale też zadbaj o to, by nie popadł w apatię. Postaraj się, by miał spokojne, ale urozmaicone życie. Zabieraj go na spacery, zadbaj o to, by miał własne zabawki. Jeżeli ma problemy z utrzymaniem czystości, spróbuj zmienić ten przykry nauczyć psa ze schroniska czystości?Jak nauczyć psa ze schroniska czystości? O ile to możliwe, spróbuj nie dopuścić do tego, by pies załatwił się na dywanie, ale oczywiście nie załamuj rąk, gdy to się zdarzy. Za każdym razem, gdy spełni swoje fizjologiczne potrzeby na spacerze, powinien zostać pochwalony i nagrodzony smakołykiem. Możesz też spróbować zabrać go w bardziej ustronne miejsce, gdzie nie będzie się stresował, a potem do niego wracać. Pies zrozumie, po co tu przyszliście i szybciej nauczy się załatwiać swoje potrzeby poza domem. Wiele osób zastanawia się też, kiedy wykąpać psa zabranego ze schroniska. Prawdę mówiąc, jeżeli sytuacja nie jest nagląca, warto poczekać z kąpielą przynajmniej ok. tygodnia, kiedy zwierzę już się nieco oswoi. Jak wykąpać psa ze schroniska? Kiedy zwierzę już nas pozna, kąpiemy je tak samo, jak każdego czworonożnego pupila, zabezpieczając oczy i uszy i używając odpowiedniego preparatu do sierści. 10. Możesz adoptować szczeniaka lub młodego psa Do schroniska trafiają też oczywiście bardzo młode psy, nawet szczenięta. Zwykle nie przebywają tam długo i szybko są adoptowane. Szczeniak nie zdąży zaznać w pełni trudów schroniska i można rozpocząć jego wychowanie niemal od zera. Na takie rozwiązanie warto się zdecydować, gdy nie mamy wcześniejszego doświadczenia ze zwierzętami. Młody, ale odrośnięty pies jest z kolei pełen sił i energii, wiec jest duże prawdopodobieństwo, że będzie miał ochotę na długie spacery i zabawy. 11. Psy ze schroniska często są zaczipowane Czipowanie psów jest coraz częściej standardem. Bywa, że zwierzęta czipowane są już w schronisku. To znacznie zwiększa szansę zwierzęcia na zidentyfikowanie i znalezienie właściciela, w razie gdyby pies nam np. uciekł. Schronisko, do którego trafi zagubione zwierzę, skontaktuje się z nami i będziemy mogli je odebrać. Często w takim wypadku będziemy musieli uiścić niewielką opłatę na rzecz schroniska, które przechowało naszego pupila. Ile kosztuje odebranie psa ze schroniska? Zwykle kwota ta wynosi kilkadziesiąt złotych. Czasem zależy to od tego, ile dni przebywał nasz zwierzak w schronisku. 12. Do wyboru do koloru Prawdą jest, że w schronisku przebywają zazwyczaj mieszańce, czyli kundelki. Oznacza to jednak, że każdy z nich jest niepowtarzalny! Wiele psów ze schroniska jest ”w typie” jakiejś rasy, np. owczarka niemieckiego lub labradora. Nierasowy pies też może być pięknym zwierzęciem, mieć nietypowe umaszczenie i ładną posturę. W końcu większość psów na świecie to właśnie kundle!13. Zniechęcisz pseudohodowców Pseudohodowle to prawdziwa zmora naszych czasów. Wiele zaniedbanych zwierząt z takich miejsc trafia również do schronisk. Na szczęście świadomość społeczna na temat tego, skąd biorą się ”rasowe psy bez rodowodu” jest coraz większa. Wielu osób nie stać na zakup rasowego zwierzęcia z uznanej hodowli i wybiera zwierzęta ze schroniska. Dzięki temu pseudohodowle tracą rację bytu. 14. Dasz pozytywny przykład innym Na pewno wiele osób zastanawia się, czy warto adoptować psa ze schroniska. Czas udowodnić im, że jak najbardziej warto! Dzięki twojej postawie inne wspaniałe psy ze schroniska mogą dostać swoją szansę od wcześniej niezdecydowanych na adopcję osób. 15. Nauczysz swoje dziecko empatiiNie ma lepszego sposobu na lekcję empatii i odpowiedzialności u dziecka niż zwierzę w domu. Adoptując zwierzę ze schroniska, sprawiasz, że ta lekcja ma wymiar podwójny. Mamy nadzieję, że teraz już wiesz, dlaczego pies ze schroniska może być wspaniałym przyjacielem i warto podjąć się adopcji takiego zwierzęcia!ZOBACZ ZDJĘCIA: Fot. schroniskach znajdują się młode, jak i stare psy. Fot. ze schroniska to świetny materiał na wiernego zwierzak musi się przyzwyczaić do nowego domu. Fot. też mogą być pięknymi psy są wdzięczne za okazaną im dobroć. ZOBACZ TEŻ:Czy psy mają sny? Mity i fakty na temat snu pupila Koty które nie uczulają. Koty dla alergika – 10 RAS Psy bez rodowodu. 10 ZALET posiadania kundelka

Tłumaczenia w kontekście hasła "psa zabrali" z polskiego na angielski od Reverso Context: Przyjechaliśmy tu po to, by oni tego psa zabrali.
O czym powinieneś wiedzieć, gdy chcesz przygarnąć psa ze schroniska? Jeśli zastanawiasz się nad przygarnięciem psa ze schroniska, ale tak naprawdę nie wiesz, na co się przygotować, przeczytaj nasze porady i dowiedz się jak wygląda proces adopcji. Przede wszystkim należy pamiętać, że psy w schronisku to zwierzęta, które przeszły już wiele złego w swoim życiu. Różne są ich losy, lecz nie znalazły się w przytulisku, bo są kochane i pożądane przez człowieka, lecz dlatego, że zostały porzucone, oddane lub skrzywdzone. Decyzja o adopcji powinna być zatem przemyślana i w żadnym wypadku nie powinno dojść do sytuacji, że zabrany ze schroniska pies zostaje po kilku dniach oddany z powrotem do przytuliska. Takie postępowanie to ogromny stres dla zwierzęcia. Przemyślmy zatem dokładnie tę kwestię – także to, jakiego psa chcemy przygarnąć (wielkość, wiek, stan zdrowia, aktywność), bowiem zwierzę musi być dopasowane do naszych warunków i preferencji. Pamiętajmy przede wszystkim o tym, że pies musi dużo czasu spędzać na spacerach – jeśli pracujemy całymi dniami i nie ma nas w domu, a spacery ograniczymy do minimum, to nie będziemy w stanie zapewnić psu właściwych warunków. Każde schronisko ma swoje procedury adopcyjne, ale zazwyczaj wyglądają one tak, że osoba chętna by przygarnąć psa wypełnia specjalną ankietę, w której odpowiada na pytania o wcześniejsze doświadczenia z psami, motywy adopcji, inne zwierzęta i małe dzieci. Następnie schronisko umawia się na wizytę przedadopcyjną z przyszłym właścicielem psa, którą odbywa w jego domu. Po pozytywnych wnioskach płynących z rozmowy zapada decyzja o zgodzie schroniska na oddanie i psa i jesteśmy zapraszani do schroniska po odbiór psiaka i podpisanie umowy adopcyjnej. Adopcja nie jest bezpłatna – schronisko zazwyczaj prosi nas o jakiś datek rzędu 100-150 zł. Często także po jakimś czasie schronisko umawia się z nowym właścicielem na wizytę poadopcyjną, na której może sprawdzić, jak pies czuje się w nowym domu. Polecam przeglądanie fanpage’y schronisk; są raczej na bieżąco aktualizowane i możemy przejrzeć zdjęcia psów i wstępnie wybrać tego, który się nam podoba. Należy wtedy skontaktować się ze schroniskiem i umówić się na zabranie na spacer wskazanego psiaka. W schronisku zazwyczaj spotyka się z nami wolontariusz opiekujący się danym zwierzęciem, co pozwala nam na wypytanie się o charakter i zachowanie psa. Przechadzka także mówi nam sporo na temat psa – widzimy jak się zachowuje wobec człowieka, jak reaguje na inne zwierzęta, czy umie chodzić na smyczy itp. Pamiętajmy jednak, że spacer nie odpowie nam na wszystkie pytania – pies w schronisku może zachowywać się zupełnie inaczej niż w domu. Zapytajmy także wolontariusza o przebyte choroby i ewentualne dolegliwości, na które cierpi pies. To bardzo ważne – dzięki temu będziemy wiedzieli, czy jesteśmy w stanie zapewnić psu odpowiednią opiekę weterynaryjną w razie potrzeby. Powinniśmy być świadomi, że pies na początku pobytu w domu może zachowywać się różnie, nie zawsze pozytywnie. Może kiepsko reagować na pozostanie samemu, gdy idziemy do pracy i np. niszczyć meble lub gryźć buty. Bywa też tak, że nie jest w stanie wytrzymać kilku godzin bez spaceru i załatwi się na podłogę – wszak w schronisku mógł to robić kiedy chciał. Niektóre psy także wyją i szczekają, gdy zostają same. Starajmy zminimalizować ryzyko takich zachowań – zaadoptujmy psa gdy jesteśmy w stanie wziąć dwa, trzy dni urlopu i przez ten czas pobądźmy z nim. Przyzwyczajajmy go do naszych nieobecności – wyjdźmy najpierw na kilkanaście minut, potem na godzinę, a następnie na trzy, cztery. Zostawmy w mieszkaniu takie zabawki, które będzie mógł gryźć do woli. Możemy także podać suszone smakołyki do żucia. Te wszystkie zabiegi powinny zminimalizować ryzyko niepożądanych zachowań. Powinniśmy mieć także świadomość, że nasz pies może wymagać nauki posłuszeństwa, co wymaga czasu i konsekwencji. Trzeba będzie go nauczyć niewskakiwania na łóżko, chodzenia na smyczy, braku agresji w stosunku do innych zwierząt, itp. Wszystkich tych rzeczy można psa nauczyć, ale trzeba mieć świadomość, że zajmie to sporo czasu i będzie wymagać od nas mnóstwa cierpliwości i wysiłku. Adopcja psa ze schroniska to przede wszystkim wiele radości i wzruszenia. Pies odpłaci nam miłością i przywiązaniem, a my będziemy mieli satysfakcję, że uratowaliśmy jedno psie istnienie. [ratings] Komentarze komentarzy
ARES ma CZAS DO KOŃCA KWIETNIA -potem właściciele oddadzą Go do SCHRONISKA. By fizia March 18, 2009 in Już w nowym domu Share More sharing options Followers 0.
Pies schroniskowy Kiedy zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, czy chcemy psa pojawiło się pytanie: kupić psa rasowego czy przygarnąć kundelka ze schroniska? To chyba oczywiste, że żal mi było tych wszystkich biednych psiaków udostępnianych przez różne fundacje do adopcji. Byliśmy nawet w kilku schroniskach przed podjęciem ostatecznej decyzji. Jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na psa rasowego. Dlaczego? Z kilku powodów, ale o tym poniżej. 1. Czego możemy się spodziewać po szczeniaku z hodowli, a czego po psie ze schroniska? Myślę, że każdy, kto decyduje się zaopiekować się psem przez kolejne kilka czy kilkanaście lat ma co do jego wyglądu czy charakteru jakieś wyobrażenia. Dobrze, kiedy weźmiemy pod uwagę również nasze warunki mieszkaniowe, sposób spędzania wolnego czasu czy na przykład chęć tresury psa konkretnych zadań. My na początku poszukiwań wiedzieliśmy po prostu, że chcemy niewielkiego psiaka, ale nasza decyzja podyktowana była głównie kwestiami zdrowotnymi. Jak wiecie, lhasa apso mają sierść, która nie wypada tak, jak u innych psów. Dzięki temu, że sierść nie fruwa po mieszkaniu jest o wiele mniejsza szansa na to, że dostaniemy uczulenie mieszkając z psem. Zarówno ja, jak i mój mąż mamy problem z różnego rodzaju uczuleniami i zdecydowaliśmy, że nie warto ryzykować. Gdybyśmy wzięli psa ze schroniska, a okazałoby się, że nie może z nami żyć ze względu na alergię, to chyba serce by mi pękło, że muszę go oddać. Tutaj może mała dygresja – wiem, że nie ma czegoś takiego, jak pies, który nie uczuli na 100%. Jednak psy, które mają sierść potocznie zwaną „włosem” uczulają dużo rzadziej. Kolejnym względem był fakt, że bałam się trochę psa z nieznaną historią. Dla szczeniaka często pierwsze tygodnie po urodzeniu rzutują na jego charakter i zachowanie na całą resztę życia. W prawdziwej, dobrej hodowli szczeniak jest socjalizowany, przygotowywany do przebywania wśród ludzi. Poznaje otoczenie, życie domowe, jest zadbany i ma raczej pozytywny stosunek do otaczających go osób. Natomiast pies, który został porzucony w bardzo młodym wieku lub był źle traktowany nie ma solidnych podstaw i najprawdopodobniej nie był w stanie nauczyć się życia z ludźmi. Staram się podejmować decyzje z pełną odpowiedzialnością i wiem, że nie miałabym wystarczająco dużo czasu na naukę i wychowywanie takiego psa. Często psy, które miały zaniedbaną wczesną socjalizację potrzebują bardzo dużej ilości pracy, czasu i odpowiedniego podejścia, aby mogły być uznane za bezpieczne dla otoczenia. Zależało nam też na tym, aby pies był od początku nauczony przebywania w towarzystwie dzieci. W najbliższej rodzinie mamy kilkoro, a psa traktuję jak członka rodziny i zazwyczaj zabieram go z nami na familijne zjazdy. Widziałam wiele razu psy separowane od rodziny ze względu na ich zachowanie i nie chciałam zafundować czegoś takiego mojemu przyjacielowi. Niestety, smutna prawda jest taka, że decydując się na psa ze schroniska bierzemy “kota w worku”. Jest to niewątpliwe postawa godna pochwały, lecz prawda jest taka, że przygarniając do siebie adopciaka rzadko kiedy możemy przewidzieć, co nas czeka. Oczywiście, zdarzają się w schroniskach psy, które mają znaną przeszłość, ale niestety jest to bardzo rzadkie. Wzięcie psa ze schroniska moim zdaniem to świetna opcja dla osoby nie planującej w najbliższej przyszłości dzieci, zdrowej i mającej chęci i czas na szkolenie psa w razie, gdyby okazało się, że jest taka potrzeba. 2. Dlaczego w schroniskach jest tyle porzuconych psów? Kundelek ze schroniska Po podjęciu decyzji początkowo miałam jeszcze wyrzuty sumienia, kiedy przypominałam sobie te smutne psie oczka, które widziałam w schronisku. Wiem jednak, że to, że jest tyle psów w schroniskach nie wynika z faktu, że istnieją hodowle. Czy ktoś z was widział w schronisku psa czystej krwi? Może i zdarzają się takie przypadki, ale jest to bardzo rzadkie. Główną przyczyną tak wielu przepełnionych schronisk w Polsce jest moim zdaniem brak odpowiedzialności ludzi za ich decyzje. Kiedy więcej osób zacznie decydować się na kastrację psów i sterylizację suk nienadających się do hodowli, to ten problem będzie stawał się coraz rzadszy. Obecnie niestety wiele psów na wsiach rozmnaża się bez kontroli i całe mioty kundelków z takiego krycia są utylizowane lub oddawane do schroniska. Dlatego też mam cel edukować ludzi w tym temacie i namawiać ich do rozsądnego kupowania psów, zamiast korzystania z pseudohodowli. Dodatkowo – na bieżąco wspieram finansowo psy z najbliższego schroniska, jak również co roku oddaję swój 1% na wybraną fundację prowadzącą schronisko. Pies to nie zabawka, którą można wyrzucić, kiedy się znudzi lub „zepsuje”. Podsumowanie Powyższe kwestie są tym, co najbardziej przesądziło o naszej decyzji. Stwierdziliśmy, że dla nas najlepszym wyjściem będzie wzięcie szczeniaka z „pewnych rąk”. Uznaliśmy, że kupienie psa w hodowli ZKwP jest jak najbardziej w porządku. Pewnie powodów na korzyść schroniska byłoby równie wiele, lecz po to każdy ma własny rozum, aby osądzić co w jego wypadku będzie najbardziej odpowiednie. Decyzję o tym czy wziąć psa ze schroniska czy rasowego może utrudniać również fakt, że na fanpage’ach schronisk czy psich fundacji niestety jest wiele roszczeniowych ludzi, którzy uważają, że jedyną słuszną decyzją związaną z posiadaniem psa jest adopcja. Sama przez to, że przeczytałam wiele tego typu komentarzy na początku miałam poczucie winy i wewnętrzną potrzebę tłumaczenia się z tego dlaczego kupiliśmy psa, zamiast przygarnąć adopciaka. Jednak analizując wszystkie „za” i „przeciw”, a także z perspektywy czasu wiem, że była to słuszna decyzja. Dlaczego ktoś ma mi narzucać swoje poglądy i zabraniać kupić psa czystej krwi? Tak, jak pisałam wcześniej, stwierdzenie, że schroniska w większości miast są przepełnione i w związku z tym ludzie nie powinni kupować psów w hodowlach jest moim zdaniem nie na miejscu. Jedno z drugim ma w rzeczywistości niewiele wspólnego.

Na facebooku Marcina, policjanta z Myśliborza można dzisiaj przeczytać słowa niesamowitego żalu i bólu po odebraniu jemu jego towarzysza pracy, policyjnego psa, suczki Kseny.. “Dzisiaj bawiliśmy się

fot. Adobe Stock, nuzza11 Właściwie to chciałam mieć małego pieska, takiego, którego zawsze można wziąć na ręce i wejść z nim do sklepu. Ale kiedy kolega Michała ogłosił, że jego labradorka się oszczeniła i maluchy szukają nowych domów, dałam się namówić na wizytę u szczęśliwej psiej mamy i jej właścicieli. – Ten jest zarezerwowany – powiedział Patryk, kolega mojego narzeczonego, gdy wzięłam na ręce jednego z siedmiu szczeniaków. – Zainteresowała się nim fundacja szkoląca psy pracujące z niewidomymi. Labradory są fantastycznymi opiekunami, wiedziałaś o tym? Wiedziałam, bo kiedyś czytałam książkę o psach towarzyszach osób niepełnosprawnych. Ta rasa ma wiele cech, które są szczególnie cenione przy tresurze psów do pomocy ludziom: cierpliwość, podatność na naukę, brak agresji i coś, co Patryk nazywał „wysokim poziomem psiej empatii”. – Zobacz tego – podał mi kolejne szczeniątko. – On dosłownie potrafi czytać w myślach. Ma siedem tygodni, a już odgaduje, kiedy człowiek ma ochotę się z nim bawić, a kiedy nie. Nie narzuca się, jak inne. Kiedyś będzie świetny jako towarzysz dla dziecka. Tu spojrzał na mnie i Michała znacząco, a my jak na komendę przewróciliśmy oczami. Póki co, nie planowaliśmy dziecka, a jedynie psa I to malutkiego, takiego, co zmieściłby się w damskiej torebce. W żadnym razie nie tak dużego jak labrador. – Bierzemy go! – oznajmiłam narzeczonemu godzinę później. I tak Irys wprowadził się do naszego mieszkania. rzeczywiście, miał niezwykły dar odgadywania naszych myśli – a przynajmniej tak to wyglądało. Pomimo że nie poddaliśmy go żadnej specjalnej tresurze, sam wiedział, kiedy może koło nas radośnie biegać i skakać, a kiedy lepiej dać spokój i tylko grzecznie czekać na swoją porcję pieszczot. Był łagodny i inteligentny Wystarczyło kilka razy coś powtórzyć, a zaczynał kojarzyć polecenie z oczekiwaniami człowieka. Do tego widać było po nim rodowód sięgający kilku pokoleń wstecz; Irys był przepięknym psem o proporcjonalnej sylwetce, szlachetnej linii głowy i jedwabistej, złocistej sierści. Mnóstwo osób komplementowało go podczas spacerów, niektórzy prosili o kontakt do hodowli, z której pochodził. – Michał, po co bierzesz psa na zakupy? – denerwowałam się, kiedy narzeczony zapinał Irysowi obrożę przed wyjściem do sklepu. – Jak go przywiążesz przed wejściem, to jeszcze ktoś go ukradnie! Oczywiście Michał śmiał się z moich obaw. Twierdził, że po pierwsze, będzie widział psa przez szybę, a po drugie, kto by kradł psa, skoro przed sklepem ludzie zostawiają rowery? Najczęściej jednak to ja wychodziłam z Irysem. Uwielbiałam zabierać go nad rzekę, gdzie hasał po skarpie, kopał doły i straszył mewy głośnym szczekaniem. Czasami spotykałam tam rodziny z dziećmi Patryk miał rację, że Irys byłby świetnym przyjacielem każdego szkraba. Mój pies był zachwycony, kiedy za moim pozwoleniem głaskały go przygodnie spotkane dzieciaki. Podawał łapę, przytulał się do nich, a one niemal zapominały oddychać z ekscytacji. któregoś upalnego dnia byłam na spacerze sama z Irysem, kiedy zadzwoniła moja mama. Skarżyła się, że od tej spiekoty bardzo źle się czuła, i chciała, żebym zawiozła ją do przychodni. Siedząc w cieniu i rozkoszując się chłodem bijącym od rzeki, usiłowałam wytłumaczyć mamie, że lekarz niewiele poradzi na jej zmęczenie upałem, ale się uparła. Zawołałam więc Irysa, niestety mokrego od brodzenia w wodzie i zapakowałam go do samochodu. – Przyszłaś z psem?! – zdziwiła się mama na nasz widok. – Jest potworny upał, nie mogę go zostawiać w samochodzie – wyjaśniłam. – Musi zostać u ciebie w domu, kiedy cię zabiorę do przychodni. Niestety, mój pomysł spotkał się z protestem Irys był brudny, miał ubłocone łapy, a mama wręcz obsesyjnie dbała o swoje kremowe dywany i niedawno pomalowane ściany. Kategorycznie oświadczyła, że pies w tym stanie nie może zostać w jej domu. Jednocześnie nie chciała słyszeć o rezygnacji z wyprawy do przychodni, tłumacząc, że martwi się o swoje ciśnienie i serce. Chcąc nie chcąc, zapakowałam z powrotem psa do samochodu i zawiozłam mamę tam, gdzie chciała. Oczywiście musiałam z nią wejść i pomóc jej przy zdobyciu numerka do lekarza i tu był pewien problem. – O co ci chodzi? – mama już się niecierpliwiła. – Po prostu przywiąż go przed wejściem. Przecież się nie urwie. Zostawiłam więc Irysa w cieniu, obiecując mu, że wrócę lada moment. Pół godziny później, kiedy wreszcie usadziłam mamę we właściwej kolejce, wyszłam przed budynek i… – Nie ma go! Ktoś go odwiązał i ukradł! – wrzeszczałam do telefonu, biegając po okolicy i nawołując Irysa. – Tak, Michał! Szukałam i pytałam! Nikt go nie widział! Ktoś go ukradł! Wiedziałam, że to się stanie, po prostu wiedziałam! Narzeczony zwolnił się z pracy i przyjechał pomóc w poszukiwaniach. Nic to nie dało. Uparłam się, żeby zgłosić sprawę na policję, na wypadek, gdyby złodziej odezwał się do nas z żądaniem okupu za czworonoga. Na komendzie przyjęto zgłoszenie bez zdziwienia Pani aspirant poinformowała nas, że kradzieże rasowych psów zdarzają się co kilka tygodni. Ginęły zwłaszcza łagodne, ufne psy, które ktoś o złych zamiarach mógł łatwo zabrać ze sobą. Policjanci mieli już nawet wypracowany schemat postępowania. – Przychodnia ma monitoring, przejrzymy nagrania i damy państwu znać – usłyszeliśmy. Nie wierzyłam jednak, że policja znajdzie naszego Irysa. Nawet jeśli dowiedzą się, że ktoś go odwiązał, to co z tego? Jak namierzą złodzieja? Kiedyś mojej znajomej ktoś ukradł wózek dziecięcy, taki za ponad dwa tysiące złotych, wszystko nagrało się na kamery osiedlowego monitoringu, ale nic z tego nie wynikło. Widać było na nich, jak chłopak w kapturze kradnie wózek i co z tego? Nigdy nie znaleziono ani wózka, ani złodzieja. – Pani Marzena? – zapytał kobiecy głos przez telefon kilka tygodni później. – Dzwonię z komendy rejonowej. Mamy informację o pani skradzionym psie. Nie mogliśmy w to uwierzyć! Okazało się, że policja przejrzała nagrania sprzed przychodni, ale faktycznie, niewiele to dało, bo złodzieje – para młodych ludzi – pochylali się tak, żeby ukryć twarze. Na szczęście jednak to nie było ich pierwsze ani ostatnie przestępstwo i ponad miesiąc później chłopak wpadł na gorącym uczynku w galerii handlowej. Policjanci porównali zapisy z monitoringu i odkryli, że poza skokiem na sklep z elektroniką, złodziej miał na sumieniu również kradzież Irysa! – Więc dobra wiadomość jest taka, że wiemy, komu sprzedali państwa psa – zaczęła pani aspirant. – A zła taka, że będą mogli go państwo odebrać dopiero po zakończeniu postępowania. Okazuje się, że złodzieje podrobili dokumenty i certyfikat Związku Kynologicznego, a my musimy teraz wykazać, że numer na chipie wszczepionym psu różni się od tego w fałszywych papierach. Ale postaramy się, żeby pies szybko do państwa wrócił. No, chyba że nowi właściciele zrozumieją sytuację i wyrażą zgodę, żeby zabrali go państwo przed zakończeniem czynności. Oczywiście poprosiliśmy o to, żeby policja wystąpiła w naszym imieniu z taką prośbą. Zakładaliśmy, że ludzie, którzy kupili w dobrej wierze Irysa, kiedy dowiedzą się, że pies został ukradziony, sami zechcą go nam oddać. Po dwóch dniach dostaliśmy kolejny telefon z policji. – Ci państwo, którzy kupili psa od zatrzymanych, chcą się z państwem skontaktować w sprawie zwrotu – powiedziano nam. – Podać adres? Okazało się, że nowi właściciele Irysa mieszkali w sąsiednim województwie. Telefon odebrała młoda kobieta o zmęczonym, zrezygnowanym głosie. Czuło się, że cała sprawa bardzo ją przygnębiła. Na pewno nie tego spodziewała się, kupując pięknego, ułożonego psa w promocyjnej cenie od „hodowcy”, który ogłosił się ze sprzedażą na portalu internetowym. Pojechaliśmy tam. Nawigacja kazała nam się zatrzymać w dzielnicy domków jednorodzinnych, przed białym sześcianem, który ożywiały jednie kolorowe firanki w oknach. Już po pierwszym dzwonku domofonem, w drzwiach pojawiła się kobieta, mniej więcej w moim wieku, z miną wyrażającą to samo przygnębienie, które wyczułam podczas rozmowy telefonicznej. – Gdzie on jest? Może go pani zawołać? – natychmiast po wymianie „dzień dobry” przeszłam do sedna. Tak strasznie tęskniłam za Irysem! Chciałam go natychmiast przytulić, poczochrać za uszami, dać mu się przewrócić i nie puścić go z objęć przez całą drogę do domu! – Jest w ogrodzie, za domem… – głos kobiety był cichy, zrezygnowany. – Z moim synkiem, Kosmą. To dla niego kupiliśmy Boba. Przepraszam, Irysa, zgadza się? Ale Kosma nazwał go Bob… On… on bardzo pokochał tego psa… – Rozumiem, my też bardzo go kochamy – przerwałam jej. – Wiem, że państwo stracili pieniądze w tej oszukańczej transakcji i bardzo państwu współczuję, ale my też jesteśmy ofiarami. Mamy tego psa od trzech lat, to członek naszej rodziny i przyjechaliśmy, żeby zabrać go do domu. Policja twierdzi, że prawdopodobnie uda się odzyskać pieniądze od złodziei. Kupi pani synowi nowego psa. A teraz, czy może pani zawołać Irysa? Zamiast spełnić moją prośbę, zamknęła oczy i objęła się rękoma, lekko kołysząc. W tej chwili do pokoju wszedł jej mąż, wysoki, uśmiechnięty facet, mocno uścisnął nam dłonie na przywitanie. Kiedy jednak dowiedział się, po co przyjechaliśmy, jego uśmiech zgasł, a ciało jakby zwiotczało. A potem objął żonę, jakby spotkała ich jakaś tragedia. Michał i ja nic nie rozumieliśmy Przecież mieli Irysa tylko przez kilka tygodni. Nawet jeśli bardzo się do niego przywiązali, to przecież chyba rozumieją, że on nie należy do nich. No i kupią sobie nowego labradora, mogą mieć nawet identycznego! – Chodzi o to, że nasz synek… – zaczął pan Paweł – jest dzieckiem autystycznym. Ma sześć lat, jest poddawany nieustającej terapii sensorycznej, pracują z nim psychologowie i logopedzi… A do zeszłego miesiąca mówił zaledwie kilkanaście słów. Wiedzą państwo, czym jest autyzm? Dziecko nie patrzy w oczy, denerwuje się z powodów, których nie rozumiemy, tkwi zamknięte w swoim świecie, w którym jest straszliwie samotne… A my, rodzice, nie możemy mu pomóc, często nawet nie możemy się z nim porozumieć. Kosma dużo krzyczał, nienawidził dotyku, praktycznie w ogóle się nie komunikował… W tym momencie coś mignęło za oknem. Równocześnie usłyszałam dziecięcy głosik wołający: – Bob! Daj! Przez trawnik przebiegł znajomy złocisty kształt i serce ścisnęło mi się ze wzruszenia. Chciałam wybiec na taras i zawołać mojego Iryska, ale w tym momencie zobaczyłam chłopczyka, który podążał za psem. Był duży jak na sześć lat. Poruszał się jakby trochę sztywno, niepewnie, nie patrzył przed siebie, tylko nisko pochylał głowę, koncentrując się na swoich stopach. A potem podbiegł do niego Irys i chłopiec wziął od niego piłkę. Coś powiedział, ukląkł i pogłaskał psa. Rzucił jeszcze raz, wołając: „Bob, daj!”. – W ciągu tych kilku tygodni, kiedy pies jest u nas, syn zrobił większe postępy niż podczas pięciu lat terapii – powiedziała cicho matka chłopca. – On do niego mówi. Do nas nie, do psa tak. Przytula go, chociaż od nas ucieka. Patrzy mu w oczy, uśmiecha się… Codziennie muszę myć Bobowi łapy, bo Kosma uparł się, że muszą spać razem w łóżku. Wie pani, dziecku z autyzmem naprawdę trudno jest wytłumaczyć, że czegoś nie powinno się robić… Ono nie rozumie, zaczyna krzyczeć, cierpi… Przełknęłam ślinę. Już rozumiałam, dlaczego ci ludzie mieli takie przygnębione miny. Policjanci powiedzieli im, że prawo jest po naszej stronie. Mają oddać psa i już. Może odzyskają pieniądze, tylko co im po pieniądzach? – Nie wiemy, jak Kosma zareaguje, kiedy Bob zniknie z jego świata. Kiedyś stłukł się jego kubek. Pił napoje tylko z niego, więc wyobrażają sobie państwo, co działo się później. Dostał szału, zaczął uderzać głową w ścianę. Takie dzieci muszą żyć w stałym, przewidywalnym otoczeniu, każda zmiana to dla nich szok i potworny stres… Żona kiedyś przez kilka miesięcy musiała chodzić w niebieskiej sukience, bo Kosma wpadał w szał, kiedy włożyła inną. Taki atak płaczu i rzucania się trwa nieraz kilka godzin. Rozumieją państwo? Z powodu koloru sukienki albo kubka. Nie umiemy sobie wyobrazić, co Kosma zrobi, kiedy zniknie Bob. Poczułam łzy pod powiekami Za oknem nadal biegał mój ukochany Irys, za nim szedł powoli, w skupieniu autystyczny chłopiec, dla którego pies był najlepszym przyjacielem i terapeutą. Chłopiec, który nigdy nie zrozumiałby, dlaczego ukochany pies zniknął z jego świata. Który cierpiałby po tej stracie dużo bardziej niż my, ludzie dorośli i zdrowi. – Może zgodziliby się państwo na sprzedaż…? – zapytała cicho kobieta. – My zapłacimy każdą cenę… Naprawdę każdą… Michał mnie objął, kiedy pokręciłam głową. Wiedziałam, że decyzja należy do mnie. Narzeczony wsparłby mnie, cokolwiek bym wtedy odpowiedziała. – Nie zabierzemy Irysa – wyszeptałam ze ściśniętym gardłem. – Proszę tylko zabierać go czasem nad rzekę, lubi brodzić w wodzie i szczekać na mewy… W samochodzie rozpłakałam się na dobre Szlochałam, patrząc na dom, za ogrodzeniem którego biegał mój kochany pies, który już przestał być mój. Michał chciał od razu zabrać mnie do innej hodowli, ale odmówiłam. Nie chciałam kolejnego labradora, który już zawsze przypominałby mi o Irysie. Nie wiedziałam, czy w ogóle jeszcze będę chciała mieć psa. Bałam się, że nie zdołam pokochać kolejnego czworonoga. Kilka tygodni później zadzwoniła do mnie dawno niewidziana koleżanka. Wyjeżdżała za granicę i szukała domu dla swojej bokserki. Była w panice, bo nikt nie chciał dużego psa. Miała wyjazd za pięć dni i wyglądało na to, że jedynym wyjściem będzie oddanie suni do schroniska. – Ona tego nie przetrwa… – niemal płakała w słuchawkę. – Całe życie spała na fotelu obok mojego łóżka, uwielbia się przytulać, jest taka uczuciowa… Co ja zrobię? Nie mogę jej zabrać do Australii, ale schronisko to dla niej jak wyrok więzienia… Wzięliśmy Ritę nie po to, żeby wypełnić pustkę po Irysie, ale żeby nie trafiła do piekła. Mieszka z nami już czwarty rok. Też uwielbia szczekać na mewy nad rzeką i jest niezwykle przywiązana do naszej trójki. Trójki, bo prócz Michała i mnie Rita ma do kochania jeszcze Jankę, naszą półtoraroczną córeczkę. Patrząc na te dwie cudowne istoty, nie wyobrażam sobie, żeby Janka mogła nie mieć takiej przyjaciółki jak Rita. Ten pies urodził się, żeby moja córka uczyła się chodzić, trzymając jej grzbietu i zasypiała z rączką zwisającą z łóżka i dotykającą jej uszu. Czasami myślę o Kosmie, który dzięki swojemu labradorowi lepiej funkcjonuje w obcym i często przerażającym go świecie. Potem patrzę na Jankę i widzę dziewczynkę z miłością wtulającą się w swoją bokserkę. Może tak to miało być? Może przeznaczeniem Irysa było otworzenie na świat autystycznego dziecka, a Rity… no cóż… przeznaczeniem Rity jak na razie jest chyba bycie strażniczką energicznej małej dziewczynki. Ale już niedługo pewnie będę ciągle słyszeć „Rita, aport!”, a potem czeka je dalsze wspólne poznawanie świata. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale myślę, że dobrze się stało, jak się stało. A na pewno tego zdania jest Janka, właśnie z uczuciem całująca Ritę w szyję! Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Syndrom czarnego psa lub syndrom dużego czarnego psa to zjawisko, w którym czarne psy są pomijane do adopcji na rzecz jaśniejszych zwierząt. Schroniska dla zwierząt często używają terminu BBD lub big black dog, aby opisać typ większych, ciemnych mieszanej rasy, o których mówi się, że są zwykle pomijane przez adoptujących. Jeśli masz dzieci i poważnie myślisz o zaopiekowaniu się psem ze schroniska, weź pod rozwagę słowa kobiety ze sporym doświadczeniem w tej materii, Marii Strzeleckiej. Mama 16-letniego Kaja i 9-letniej Jagny, malarka, podróżniczka i autorka animacji, przygarnęła pod swój dach 4 psy rasy husky: Kokneja, Lucynę, Iwana i Lobo. Pierwszy z nich pojawił się w domu na 7 lat przed narodzinami Kaja, tak więc zarówno on jak i jego siostra całe życie wychowywali się z psami. Ich mama, Mania – bo tak mówią na nią przyjaciele – zapałem i entuzjazmem mogłaby obdzielić szkolny autobus. Wie dużo o czworonogach i regułach, według których funkcjonują schroniska, potrafi dostrzec ich mocne i słabe strony. Jeśli rozważasz zaopiekowanie się psem z bidula, posłuchaj jej mądrego i wyważonego głosu. Bez hurraoptymizmu, za to z dystansem i trzeźwą oceną sytuacji, które zawdzięcza ponad 20-letniemu doświadczeniu. * Maniu, opowiedz o swoich pieskach. Moją wielką czwórkę otwiera Koknej. Uratowaliśmy go za małą opłatą od Rosjan, którzy przywieźli go na sprzedaż. Był dość zabiedzony i zdecydowanie za młody na odłączenie od matki. Żył z nami 15 lat, wielokrotnie dając nogę i robiąc nam różne numery, ale umarł spokojnie w domu, ze starości. Siedział z nami przy stole na krześle i był piekielnie inteligentny. Najkochańszy psi syn. Lucynę odebraliśmy ludziom, którzy chcieli ją oddać do schroniska, gdyż według nich była autystyczna. A ona była po prostu delikatna i wstydliwa, ale okazała się cudowną towarzyszką Kokneja. Iwana mieliśmy ze schroniska w Katowicach, przywiozły go do nas wolontariuszki fundacji Psy Północy. Pies z początku był agresywny, trzymany przez rok w schroniskowej izolatce, bo nie mogli sobie z nim dać rady. Mnie pomagała psia behawiorystka, bo Iwan warczał na nas, nienawidził mężczyzn w czarnych butach i nie lubił obcych dzieci. Na spacerach chciał atakować każdego psa, był przy tym naprawdę duży – wielkości sporego malamuta. Podczas spacerów po lesie trzymałam się blisko drzew, żebym w razie, gdyby zbliżał się inny pies, zdołała go utrzymać. Kiedy już się oswoił i uwierzył, że ma u nas dom, stał się psem aniołem, który nie odstępował na krok bardzo małej wtedy Jagny. Kiedy się potykała, łapał ją za kaptur. Jak rysowała w lesie na piasku, siedział obok i jej pilnował. Nigdy nie chciał uciec – nawet jeśli brama była otwarta, nie wychodził nawet na metr bez nas. Niestety, po 5 latach okazało się, że ma raka i po długiej walce z chorobą odszedł od nas w lutym ubiegłego roku. Był wspaniałym przyjacielem. Lobo adoptowaliśmy ze schroniska pod Zambrowem w maju minionego roku. Według opisu miał to być 3-letni, młody i wesoły pies, bez zapędów uciekiniera i z dużą sympatią do dzieci. Ideał. Czego więcej chcieć? No właśnie, dlatego też długo się nie zastanawialiśmy. Podpisaliśmy umowę adopcyjną i krótko potem okazało się, że pies ma 10 lat, jest bardzo smutny, nie lubi dzieci i marzy tylko o tym, żeby dać nogę. Po 2 miesiącach dołączyła do nas mała Miszka – wulkan energii, który Lobo cierpliwie znosi. Powoli przyzwyczaja się do swojej nowej życiowej sytuacji, a z całej naszej rodziny Lobo najbardziej lubi Kaja. Niedawno zagrał w teledysku Leszka Stanka, którego tematem przewodnim jest właśnie psia adopcja. Pokaźna gromada, a każdy inny. Powiedz skąd czerpałaś wiedzę o sprawdzonych schroniskach i samym procesie adopcyjnym? Przy ostatnich adopcjach wspierały mnie wspomniana fundacja oraz i Jest coraz więcej takich fundacji i wspaniałych ludzi je tworzących, którzy nie pozwalają psom spędzać życia w schroniskach. Ja akurat jestem wierną opiekunką rasy husky. W zeszłym roku chciałam zaadoptować husky z warszawskiego Palucha. Pojechałam z dziećmi zgodnie z regulaminem na trzy spacery przedadopcyjne z wybranym psem. Wszystko układało się wspaniale, ale na końcu wolontariusz, który miał mniej lat niż wynosi moje doświadczenie z tą rasą, odmówił nam prawa do adopcji. Od jak dawna opiekujesz się husky? Od 1997 roku. Jak wolontariusz uzasadnił odmowę? Stwierdził, że nie nadaję się na opiekuna tego psa, ponieważ mam ogród blisko lasu pod Warszawą i pies może uciec. A w lesie są myśliwi, którzy biorąc go za wilka, mogą go zastrzelić. Powiedział też, że paradoksalnie, temu psu będzie lepiej w bloku, bo ma bardzo dużo energii, a z bloku nie ucieknie. To było w maju 2018 r. Sprawdziłam przed chwilą – Kazan niestety nadal jest w schronisku. Namawiamy wszystkich do adopcji Kazana, niech jak najszybciej znajdzie dobry dom. Może komuś uda się obejść te utrudnienia, bardzo tego Kazanowi życzę. Od czego zacząć poszukiwania psa? Jak to się działo u ciebie? Najpierw szukam w internecie. Sprawa jest ułatwiona tym, że wiem, jak pies będzie wyglądał – jak husky (śmiech). Nie chodzi o rodowód, bo przecież żaden go nie miał (śmiech). Chodzi o cechy psów tej rasy – wspaniale się dogadujemy, bo lubimy to samo. Długie wyprawy do lasu albo w góry, one bieganie, a ja – narty biegowe i rower. Tu nie ma pomyłki – jesteśmy dla siebie stworzeni. I te ich uśmiechnięte pyski! Kiedy widzę te biedaki na zdjęciach, najchętniej wzięłabym wszystkie. Znajomi też przysyłają mi wiele propozycji. Niestety przy dwójce dzieci i pracy, dwa psy na raz to mój maks. Ale kiedyś może zdecyduję się na cały zaprzęg (śmiech). Na co zwrócić uwagę, przygarniając zwierzę do domu, w którym są dzieci? Co mieć na uwadze, o co pytać? Jak rozmawiać o tym nowym domowniku z dziećmi? Jeżeli są w domu dzieci, to wiadomo, że dobrze, aby pies był do nich przyzwyczajony. Najlepiej jeśli je lubi, ale wystarczy, że toleruje. Niestety nie zawsze to można sprawdzić wcześniej, a czasem też taki fakt jest ukrywany, jak to miało miejsce przy Iwanie. Ale nie ma sytuacji bez wyjścia – z pomocą psiego psychologa udało się psa uspokoić i ustawić hierarchię w domu. Całe szczęście, że agresja do ludzi wśród husky to rzadkość. Moje dzieci wiedzą, że mam hopla na punkcie psów i za każdym razem ogromnie się cieszą na nowego członka rodziny. Radość to jedno, a co z obowiązkami? Jak się nimi dzielicie? Z początku każdy spacer to przygoda, później tradycyjnie muszę przypominać o wyjściu na niego. Dobrze, że Kaj też to lubi i chętnie wychodzi z psami. Karmienie i higiena oraz opieka weterynaryjna to już moja działka, ale mam świadomość, że to była moja decyzja i ja jestem odpowiedzialna za te psy. Jak ogarniasz sytuację z opieką nad psem, kiedy gdzieś wyruszasz? Tak jak teraz, kiedy jesteś w Brazylii? Kto jest twoim back-upem? Mam bardzo kochaną mamę, która zostaje u nas w domu, kiedy wyjeżdżamy na dłużej. Psy mają z nią jak w niebie: gotowane obiadki, częste spacery. Gdyby nie ona, nie mogłabym tyle jeździć. Jeżeli są to bliższe wypady, np. w Beskid czy nad morze, to staram się wziąć przynajmniej jednego psa ze sobą, bo razem raźniej. Jak taką rozłąkę znoszą psy? Bardzo dobrze, bo są u siebie w domu. Ja znoszę to trochę gorzej, bo mocno tęsknię, Teraz, będąc w Brazylii, proszę mamę, żeby wysyłała mi zdjęcia co kilka dni. Żałuję, że nie było mnie, kiedy Misza pierwszy raz zobaczyła śnieg. Znam grę „Psiechadzkę” z autopsji, a o „Psikusach”, które współtworzyłaś, słyszałam dużo dobrego. Czy gry to dobry sposób wprowadzania dzieci w temat opieki nad psem, a nie posiadania psa? Głowię się nad tym, jak odwrócić to pokutujące przeświadczenie wśród ludzi. Co daje dzieciom szersze spojrzenie na relacje człowiek-pies i pies-człowiek? U mnie w domu chyba dzieci uczą się tego z obserwacji. Są też bardzo empatyczne i kochają zwierzęta, same z siebie. Nie potrzebuję dodatkowych pomocy, żeby im to uświadamiać. Wiem jednak, że nie we wszystkich domach tak jest, i myślę, że wtedy takie mądre książki jak ,,Psikusy” pomagają i uczą wrażliwości w trakcie zabawy. Bardzo bym chciała, aby wyrosło nowe pokolenie ludzi, dzięki którym już nie będziemy słyszeć historii o przywiązanych psach w lesie albo wyrzuconych zwierzętach po Gwiazdce czy przed wakacjami. Filmy, wystawy i spotkania jak najbardziej pomagają. Wizyty w schroniskach też, choćby po to, żeby zabrać samotnego psa na spacer. Na samym początku naszej rozmowy wspomniałaś, że pies był w waszym domu pierwszy, na długo przed dziećmi. To przypomina mi fabułę najnowszego filmu ze Studia Ghibli pt. „Mirai”. Wiem z relacji kilku koleżanek, że w chwili, gdy w domu pojawia się dziecko, zwierzęta często popadają w depresję, gryzą łapy. Co robić, jak pomagać, jak wspierać? Niestety nie znam tego filmu, ale na pewno obejrzę. Kiedy urodził się Kaj i przyniosłam go w beciku ze szpitala, Koknej, nasz 7-letni pies, wyszedł przed dom, żeby go poznać i dopiero on wprowadził nowego domownika. Gdzieś przeczytałam, że tak powinno się robić, a ja bardzo obawiałam się jego reakcji. Do tej pory był jedynakiem. Później nie było żadnego problemu – Kaj mógł na nim siedzieć albo leżeć, Koknej pozwalał mu na wszystko. Jedynym problemem okazał się fakt, że Kaj był uczulony na psy, ale to już zupełnie inna historia, bo Kaj jest odczulony. Jagna zaś w każdej zabawie z koleżankami jest małym malamutem o imieniu Miszka. Jakie to kochane! Dziękuję ci za rozmowę. * Mania Strzelecka – dziewczyna wielu zawodów: graficzka po warszawskiej ASP, obecnie w trakcie przygotowywania doktoratu. Zajmuje się animacją – jej animowany teledysk Mister D pt. ,,Żona piłkarza” zdobył Yaha w kategorii Najlepsza animacja 2016. Przez kilkanaście lat prowadziła marki odzieżowe oraz sklep Luka Bandita. W wolnych chwilach maluje obrazy i pływa jachtem na Spitzbergen. .
  • ywxzqk109z.pages.dev/338
  • ywxzqk109z.pages.dev/771
  • ywxzqk109z.pages.dev/13
  • ywxzqk109z.pages.dev/523
  • ywxzqk109z.pages.dev/682
  • ywxzqk109z.pages.dev/500
  • ywxzqk109z.pages.dev/18
  • ywxzqk109z.pages.dev/320
  • ywxzqk109z.pages.dev/289
  • ywxzqk109z.pages.dev/140
  • ywxzqk109z.pages.dev/146
  • ywxzqk109z.pages.dev/987
  • ywxzqk109z.pages.dev/993
  • ywxzqk109z.pages.dev/147
  • ywxzqk109z.pages.dev/721
  • zabrali mi psa do schroniska